Archiwum kategorii ‘ Hip-Hop ’

Oparty na hiphopowym bicie z dubstepową kodą utwór ”Kill” zapowiada pełnowymiarowy debiut grupy The Cookies. Premiera albumu w marcu.

Dzięki nagrodzie zdobytej w konkursie muzycznym „Emergenza” The Cookies udali się na sesję nagraniową do studia Maq Records i zarejestrowali materiał na swój pierwszy krążek. Produkcją całości zajął się Olo Mothashipp, znany m.in. ze współpracy z Vavamuffin, Pablopavo, Mariką i Lilu. Mastering wyszedł spod ręki Jacka Gawłowskiego – jednego z najbardziej cenionych specjalistów w tej dziedzinie w Polsce.

Pierwszą próbką materiału jest singel ”Kill”, do którego powstał teledysk:


Za perkusją w The Cookies zasiada Mateusz Modrzejewski, klawisze obsługuje Paweł Jędrzejewski, bas i kontrabas to domena Zbyszka Grochowskiego, na gitarze gra Tymoteusz Miłowanow, a wokal i nawijki serwuje Karolina Raas Kiesner.

”Utwór jest opowieścią o codziennych sytuacjach, które potrafią wyprowadzić z równowagi. Każdego stresują wysokie podatki, irytujące otoczenie czy brak wypłaty na czas. Często te problemy przywołują mordercze fantazje” – opowiada o ”Kill” Karolina, która jest autorką tekstu piosenki.

”Cookiesy wciągają w swoją muzyczną teraźniejszość i wypluwają dopiero przy zamykaniu klubu” – czytamy na profilu grupy.

Słowa buńczuczne, ale nie całkiem bez pokrycia. The Cookies łącząc rapem z soulem, funkiem i elektroniką, z duża wprawą pokazując jak fajnie można bawić się tymi gatunkami.

Emeste i Maku zaczynali od wspólnych koncertów, wspierając swoje indywidualne projekty. W drodze ewolucji zaczęli razem komponować. Gdy do duetu dołączył Kozioł, powstała nazwa i poszło już z górki. Dziś Inkaust prezentuje nowy klip, promujący ich ostatnie wydawnictwo.

Emeste i Maku to raperzy, Kozioł jest producentem. Pod szyldem Inkaust tworzą od 2009 roku. Choć pochodzą z różnych zakątków Polski, od wielu lat ich inspiracją i miejscem działalności jest Wrocław, który nazywają ”najpiękniejszym miastem świata”. Swoją muzykę określają zaś jako: ”hip-hop o nietuzinkowej tematyce, solidnym flow mc’s i oryginalnych bitach”.

W 2012 roku trio wydało krążek zatytułowany „Spokojnie”. Utwór ”To Co Chcę” otwiera ten album.

”Spokojnie”, jak i reszta wydawnictw Inkaustu, ukazał się nakładem Studio Lampa – labla powołanego do życia przez samych artystów.

”Marzenia się spełniają, gdy muzyka broni się sama. Długo pracowałem w podziemiu na to, by garstka osób doceniła mój rap – bez pleców, koneksji, featów ze znanymi raperami. W końcu telefon zadzwonił i dostałem swoją szansę” – takim oświadczeniem kielecki raper Rover skomentował wstąpienie w szeregi wytwórni Step Records.

Rover z kulturą hiphopową związany jest od 2000 roku. Sam tworzy od dziewięciu lat. Ma na koncie dwa nagrane w duetach nielegale: z Dejotem (”Szukam odpowiedzi”) i z Jarsonem (”Rok ciśnień”, 2008) oraz dwa solowe wydawnictwa, ”Kalejdoskop wspomnień” z 2011 roku i opublikowany rok później album ”24”.

Pierwsze wydawnictwo w nowych barwach raper zapowiada na jesień br. Zwiastuje go teledysk do dwóch kawałków – ”Konfesjonał” i ”Surrealizm”.



Artyści, którzy musieli długo czekać na swój czas, mozolnie wspinając się po stopniach kariery, zwykle dobrze nadarzającą się szanse wykorzystują. Są przygotowani i doświadczeni, mają sporo do powiedzenia i wiedzą jak to zrobić. Warto wyglądać nowego wydawnictwa kieleckiego twórcy, bo wydaje się być takim właśnie przypadkiem.

”W swoim życiu miałem bardzo ważne marzenie – by kiedyś, gdy już na to zapracuję zgłosiła się do mnie wytwórnia, w której mógłbym wydać płytę. Nie chciałem rozsyłać demówek, w wyobraźni zdarzało się kreować sytuację, że ktoś do mnie dzwoni i proponuje mi wydanie legala, a tym samym daje mi szansę na to bym mógł ‘szerzej’ pokazać swoją twórczość.(…) W końcu telefon zadzwonił i dostałem swoją szansę, by w pełni poświęcić muzyce swoje życie. Dziękuję tym, którzy są ze mną dla emocji, liryki i dźwięków” – napisał Rover w dalszej części oświadczenia.

Premiera debiutu Ludwika miała miejsce jesienią minionego roku; nie przeoczyłem, ale nie wspominałem wtedy o niej (tak, Ludwik to szyld pięcioosobowej grupy) chcąc zaczekać aż pojawi się na Muzzo.pl. Wydaje mi się, że miała tu już kiedyś swój profil, ale dziś pod hasłem ”Ludwik” widnieje zupełnie inny artysta. Więcej jednak nie zwlekam, bo nadarzyła się dobra okazja by zaległość nadrobić – zespół zaprezentował właśnie klip do kolejnego singla.

Po teledyskach: ”Bas” oraz ”Człowiek twarzy bez”, w którym gościnny udział wziął aktor i kabareciarz, Krzysztof Respondek, dostaliśmy obraz do nagrania ”Doceniaj to co masz”. Wszystkie trzy promują debiutancki album, ”Człowiek twarzy bez”. Krążek ukazał się nakładem należącego do Peji labela RPS Enterteyment.

Muzyka Ludwika, podobnie jak jego szyld, jest specyficzna. Zespół łączy rap z ciężkimi, gitarowymi riffami i elektroniką. Jeżeli pomyśleliście w tym momencie o Rage Against The Machine, Kornie, czy Limp Bizkit – potwierdzam te tropy. Zresztą do inspiracji wspomnianymi tuzami przyznają się sami zainteresowani. Wymieniają też Slipknota i podobnie jak jego członkowie występują w maskach.

Ludwik wziął udział w trzeciej edycji ”Must Be The Music”. Choć został doceniony przez jury, programu nie zawojował. Album radzi sobie lepiej, ale i tak uważam, że zasługuje na więcej. Cieszę się więc, że zespół nadal promuje zawarty na nim materiał. Ludwik na naszym rodzimym rynku to rodzynek, ale docenić trzeba nie tylko jego odmienność i bezkompromisowość, a przede wszystkim wyjątkową muzykę, która z tych cech wynika.

”Mądra, miła, ładna, zgrabna i sprytna” – tak opisuje sama siebie w najnowszym singlu ”Super Girl”, Guova, włodawska raperka, która zadebiutowała właśnie płytą ”Śmietnik”.

Artystka, urodzona jako Aleksandra Głowińska w 1992 roku tworzy od trzech lat. Cechą charakterystyczną jej utworów jest specyficzne wykorzystanie różnorodnej elektroniki – od szybkich, surowych i prostych bitów, przez beatboxowe wstawki, po elementy drum and bassu, której towarzyszy klasyczny rap. Co istotne, mimo takich podkładów kompozycje Guovy są lekkie i przestrzenne.

Krążek ”Śmietnik” zawiera 18 premierowych utworów utrzymanych w takim właśnie stylu.

”Różnorodność, innowacyjność, lekkość, humor zostają przełamane nieszczęśliwą miłością, chorobą czy oldschoolowym flow” – napisał w zapowiedzi wydawnictwa jego promotor.

Kto taki? Ukrywający swoją tożsamość za charakterystyczną maską raper KaeN.

Choć rymuje od 12 roku życia, dopiero niedawno wyszedł z podziemia wiążąc się z lablem Prosto. Od razu też zrobiło się o nim głośno. Niektóre media okrzyknęły go nawet polskim Eminemem. Czy słusznie? Nie polemizuję z tym porównaniem, bo myślę, że jest ono dla debiutującego rapera miłe, choć wydaje mi się, że przyklejanie mu jakichkolwiek łatek specjalnego sensu nie ma.

Umiejętności KaeNa są niewątpliwie wysokie, ale jego twórczość ma zdecydowanie indywidualny charakter. Artysta zmaga się z własnymi traumami i problemami. Już sam fakt przywdziania maski, która symbolizuje jego alter ego, i która – jak przyznał w jednym z wywiadów (natemat.pl) – „pozwala mu przekraczać granice tabu i nawijać bez żadnych zahamowań”, jest tego dowodem.

A przyznać trzeba, że raper siebie nie oszczędza. Wali prosto, wściekle, bez kombinowania i z niebywałą energią. Czasami także z humorem, jak w utworze ”Alter ego”, który napisany jest w formie dialogu – jak łatwo się domyślić – z samym sobą.

” – Mówię o tym co cię boli, o czym nie chcesz mówić. Bo beze mnie w niedoli byś się pewnie zgubił. Beznadziejnej niedoli, która napawa gniewem.
– Dobra skończ pier* – wiele dała wiara w siebie
– O proszę! Nasz Romeo w końcu gada coś z sensem
– To nie tak kolego, nie chce wkur* się więcej. Nie sądziłem, że to powiem, jednak się z tobą zgodzę.
– You, hu! Pokażmy szkołę tym co nam staną na drodze.
– Jedziesz!
– Uwaga wpadam, napada mega flow! Nie wiesz? Zabawa trwa bo na was czeka zgon! W głowie mam chory świat. Sobie robię sprośny żart. Lubię ten ostry rap. Głowie mówię prosty szlak! Dawaj Romeo!
– Era rapera naciera na zera. Pożera, je ściera, napiera, dociera, afera! Zera zżera trema teraz.
– Romeo, hola, hola!
-W ogóle po chu* Romeo?
-Tak się rymowały słowa”

Choć, jak wspominałem tutaj nie raz, hip-hop nie jest moją ulubioną stylistyką muzyczną, bardzo mnie debiut KaeNa cieszy. Zawsze miło posłuchać artysty, który chadza własnymi ścieżkami.

Ps. Płyta KaeNa zatytułowana „Od kołyski aż po grób” ukazała się 24 września 2012 roku. Produkcją wydawnictwa zajął się Ive, z wyjątkiem jednego nagrania, gdzie na bicie pojawił się Feru. Wśród gości znaleźli się m.in. Juras, Fu i Wigor. Jeśli jeszcze nie znacie – polecam posłuchać, chociażby traktując album KaeNa, jako ciekawe, oryginalne zjawisko.

Coś w nim siedzi

Sierpień 8, 2012 | Brak komentarzy | Hip-Hop

Polskiego hip-hopu słucham rzadko, polecam go komukolwiek jeszcze rzadziej. Produkcje Rafała „Jakóba” Jakóbowskiego sprawdziłem tylko z obowiązku i, choć nie wszystkie przypadły mi do gustu, zaryzykuję i spróbuję zwrócić waszą uwagę na tego tyskiego artystę.

Po pierwsze, ze względu na teksty. Ciekawe, racjonalne i dobrze opisujące naszą rzeczywistość – blokowiska, narkotyki, emigracja, marne perspektywy młodych ludzi (w tym muzyków), niezdrowe podejście do popularności, związków, itp. Niby nic odkrywczego, a jednak sprawnie podane – robią mocne wrażenie. Dla mnie miejscami zbyt wulgarne, ale to chyba nieodzowny element tego gatunku… Rozumiem, użycie przekleństw bywa niezbędne dla podkreślenia dosadności wypowiedzi, jednak zbyt częste epatowanie nimi mnie razi i do tego już chyba (nie tylko z racji wieku) nie przywyknę. Zawsze miałem wrażenie, że często używane są na zasadzie: brakuje ci pomysłu na słowo – wstaw bluzg. U Jakóba, na szczęście, tak źle na tej płaszczyźnie nie jest.

Po drugie, muzyka – stonowana, ale na swój sposób złowieszcza. Stanowiąca idealne tło dla mało przyjemnych historii opowiadanych przez rapera. Wprowadza w ponury klimat, jest mroczna, posępna i niepokojąca, a przy tym niejednostajna. Na tym polu Jakób osiągną niezły rezultat, co, biorąc pod uwagę, że intensywnie zajmuje się nią od półtora roku świadczy o dużym potencjale. To prowadzi do powodu numer trzy, czyli dajmy szansę dobrze zapowiadającemu się twórcy.

Na tą chwilę Rafał większość czasu spędza w studio pracując nad płytą zatytułowaną „To siedzi we mnie”, gdzie – jak zapowiada – ”Będzie można usłyszeć trochę brzmień rockowych, r’n’b, funk, soul i rap”. Powinno być więc jeszcze ciekawiej niż na mixtape’ie ”To wszystko co mam”, który dotąd zaprezentował. Dzięki uprzejmości muzyka miałem okazje poznać trzy numery z nowego albumu i śmiało mogę jego słowa potwierdzić.

Po czwarte, jak wspomniałem wyżej: polski hip-hop to niespecjalnie moja muzyczna bajka, a mimo to nagrania Jakóba do mnie trafiają. Może więc coś swoistego rzeczywiście w nim siedzi?

Obserwując zmagania uczestników programów typu talent show zastanawiam się zawsze czy kupiłbym płytę któregoś z nich. To taki mój prywatny miernik wartościujący kandydatów. Nawet, jeśli trafi się wspaniały głos prawdopodobieństwo, że autorska twórczość jego właściciela pozwoli mu zabrzmieć na choćby EP-ce firmowanej przez oficjalnego wydawcę jest niewielkie.

Najciekawiej jest w ”Must Be the Music”, który daje szansę dokładniejszego ”prześwietlenia” aspirantów – mogą proponować własne piosenki. Znamienne, że właśnie na jego scenie pojawił się Sebastian Białek aka Biały.

Trudno ukryć – rap, który proponuje 22-latek z Czechowic-Dziedzic nie ma w sobie nic nowatorskiego czy choćby nieoczywistego. Niektóre z utworów brzmią wręcz jak wprawki. Ale czy nie dla takich ludzi przeznaczone były pierwotnie te programy? Ich twórcy w zapowiedziach głosili przecież szukanie nieoszlifowanych diamentów. Brak rynku muzycznego z prawdziwego zdarzenia w Polsce zmusił wykształconych twórców, często z niemałym dorobkiem, do pokazywania się w takich konkursach, licząc, że będą trampoliną do sukcesu. My przywykliśmy do stanu rzeczy i teraz krzywimy się na naturszczyków. Ale to temat na inną historię…

Wracając do Białego: hip-hop to nie jest moja bajka, a jednak jego materiał sprawdziłem w całości i chętnie posłuchałby go z profesjonalnie nagranej i wydanej płyty. Zresztą, chyba nie tylko ja.

W Internecie Sebastian zbiera mnóstwo pozytywnych recenzji, jego strony są oblegane, od fanów polsatowskiego programu dostał rekordową ilość głosów, a na łamach ”Polityki” pochwalił go – co jest godnym odnotowania precedensem – juror konkurencyjnego show, Kuba Wojewódzki.

Dlaczego?

Jest w Białym prawda, szczerość i autentyzm. Jak komuś jest trudno w życiu to ucieka w swój świat, czasem w obłęd, czasem w używki, a czasem w sztukę. Teksty Białego świadczą o tym, że rap jest dla niego zarówno terapią, jak i orężem do walki o swoje sprawy. Wie, co chce powiedzieć i wie, po co. Ten domorosły (bo przecież nad warsztatem musi jeszcze sporo popracować) twórca przypomina czym może być i powinna być zaangażowana muzyka. A to, mimo wszystkich niedostatków, jeśli nie zachwyca – to zawsze porusza.

Zostali pierwszymi finalistami przeglądu ”Browar Rock Festival 2012” choć nazywają się Tony Bitu, a ich muzykę trudno nazwać rockiem. Mówiąc szczerze – w ogóle ich muzykę trudno nazwać.

Bardzo specyficzny, histeryczny wokal, przywodzi na myśl przedstawicieli psycho rapu, jednak, gdy przechodzi w krzyk – słyszymy już rasowego hardrock’owca. Żywe instrumenty grają ostre i agresywne melodie, które można by uznać za rapcore, gdyby nie często pojawiające się echa rożnych odmian metalu czy charakterystycznych dla garage rocka brudów. Niby jakieś stylistyki daje się rozpoznać, ale to i tak tylko konwencje, którym Tony Bitu ciągle się wymykają. Zresztą członkowie krakowskiego kwartetu specjalnie nie zawracając sobie głowy gatunkowymi etykietami. Mówią otwarcie, że ich twórczość ”jest próbą ukazania doświadczeń i odczuć jako teatru, w którym każdy utwór jest inną mieszanką stylów i jednocześnie starannie dobranym przekazem treści”.

Właśnie przekaz wydaje się mieć najwyższy priorytet i to jemu podporządkowany jest styl muzyczny grupy. Prowokujące, dające duże możliwości interpretacyjne teksty – to śpiewane, to deklamowane przez charyzmatycznego frontmana dobrze temu służą. Nie dominują jednak nad muzyką i całość prezentuje się niezwykle oryginalnie – o co w dzisiejszych czasach niełatwo.

Tony Bitu to dowód, że muzyka rockowa wciąż może się rozwijać i zaskakiwać. Namawiam więc do odrzucenia uprzedzeń związanych z brakiem czystości gatunkowej i posłuchania. Mocny kandydat w konkursie.

Ps. Do finału Browar Rock Festival 2012 z I-go półfinału awansował także zespół Cinemon.

”Mamy tu jazz jak A Tribe Called Quest / Mamy bit tu jak Doug E. Fresh / Mamy bas tu jak Marcus Miller / I jak O.S.T.R. na jazz wolne chwile / Słuchaj uważnie bo wena nam nie gaśnie / To wielkoformatowy rap, nie 9 na 13” – chwaliła się w piosence ”Jazz” kilka miesięcy temu grupa Mango Collective. Natchnienie faktycznie nie uleciało i zespół niedawno wszedł do studia by zarejestrować materiał na pełnoprawny debiut.

Mango Collective obecnie tworzy w sześcioosobowym składzie – Patryk „Dziunek” Wroński (wokal), Anna Stańczyk (wokal), Bartek Dworak (skrzypce), Kajetan Borowski (instrumenty klawiszowe), Grzegorz Sipiora (bas) i Maciek Boryczko (perkusja).

Muzyka formacji balansuje na granicy hip-hopu i funku, wzbogaconych wieloma innymi gatunkami: od soulu aż po jazz. Teksty nie służą tylko wysławianiu talentów członków grupy, ale, czasem humorystycznie, czasem bardziej poważnie, opowiadają o pasji, jaką jest dla nich muzyka. Wszystko podane na luzie i z dużą wprawą.

Choć gustuję w innych stylistykach tarnowski kolektyw zarazili mnie swoją muzyką do tego stopnia, że na wspomniany album czekam z niecierpliwości, śledząc każdą o nim wzmiankę. Wpis zespołu na jego oficjalnej stronie z 26 listopada głosi: ”Dwa kolejne numery wbite przez Dziuna, to jeszcze jakieś 6/7 zostało”. Wygląda więc na to, że już wkrótce (nieoficjalnie mówi się o początku przyszłego roku) będzie można cieszyć się nowym materiałem.

Grupa nagrywa go w 07 Studio, w swoim rodzinnym mieście. Produkcją zajął się Leszek Łuszcz, mający na koncie współpracę z takimi artystami, jak Maria Peszek czy Robert Gawliński.

Zanim ukaże się album warto sprawdzić nagrania dostępne na profilu Mango Collective. Zachęcam nawet tych, którzy, jak ja, niespecjalnie gustują w gatunkach uprawianych przez tarnowian. Dla nich jeszcze jeden fragment singla ”Jazz”: ”Otwórz uszy szerzej choć na moment / Przekraczaj granice, pokaż się poza domem / W tych kilku słowach jest ukryty sens / Sprawdzaj różne style rap, funky, jazz”.