Wpisy otagowane jako ‘ debiut ’

Oparty na hiphopowym bicie z dubstepową kodą utwór ”Kill” zapowiada pełnowymiarowy debiut grupy The Cookies. Premiera albumu w marcu.

Dzięki nagrodzie zdobytej w konkursie muzycznym „Emergenza” The Cookies udali się na sesję nagraniową do studia Maq Records i zarejestrowali materiał na swój pierwszy krążek. Produkcją całości zajął się Olo Mothashipp, znany m.in. ze współpracy z Vavamuffin, Pablopavo, Mariką i Lilu. Mastering wyszedł spod ręki Jacka Gawłowskiego – jednego z najbardziej cenionych specjalistów w tej dziedzinie w Polsce.

Pierwszą próbką materiału jest singel ”Kill”, do którego powstał teledysk:


Za perkusją w The Cookies zasiada Mateusz Modrzejewski, klawisze obsługuje Paweł Jędrzejewski, bas i kontrabas to domena Zbyszka Grochowskiego, na gitarze gra Tymoteusz Miłowanow, a wokal i nawijki serwuje Karolina Raas Kiesner.

”Utwór jest opowieścią o codziennych sytuacjach, które potrafią wyprowadzić z równowagi. Każdego stresują wysokie podatki, irytujące otoczenie czy brak wypłaty na czas. Często te problemy przywołują mordercze fantazje” – opowiada o ”Kill” Karolina, która jest autorką tekstu piosenki.

”Cookiesy wciągają w swoją muzyczną teraźniejszość i wypluwają dopiero przy zamykaniu klubu” – czytamy na profilu grupy.

Słowa buńczuczne, ale nie całkiem bez pokrycia. The Cookies łącząc rapem z soulem, funkiem i elektroniką, z duża wprawą pokazując jak fajnie można bawić się tymi gatunkami.

”Myślę, że w natłoku teledysków, jaki mamy dziś nasza propozycja będzie ciekawą alternatywą” – zapowiada wideo ”Rain Charmer” Kuba Olejnik, wokalista Maze Of Sound. Klip pilotuje płytowy debiut zespołu.

Istniejący od 2012 roku, ale składający się z doświadczonych muzyków Maze Of Sound (Labirynt dźwięku), obok Kuby, tworzą: Piotr Majewski – instrumenty klawiszowe, skrzypce; Rafał Galus – gitara oraz Grzegorz Śliwka – perkusja.

Stylistyka, w jakiej utrzymane są kompozycje grupy to melodyjny art rock z intrygującymi, surrealistycznymi tekstami.

Kwartet ma na swoim koncie sukcesy na gruncie rockowych festiwali oraz EP-kę – “Man in the balloon”, zawierającą trzy utwory: “Animal”, “Man in the balloon” i właśnie “Rain Charmer”.

Klip to zapowiedź płyty, nad którą Maze Of Sound cały czas pracuje. “Rain Charmer” został wybrany by ją promować, bo jak tłumaczy wokalista: ”Ma dla nas szczególne znaczenie i bardzo zależało nam na tym, by zobrazować go w odpowiedni sposób”.

Grupa aktualnie negocjuje warunki wydawnicze. Premierę płyty planuje na marzec 2014 roku. Wygląda, że będzie to propozycja, której fani takich zespołów jak: Marillion, Gazpacho czy The Pineapple Thief nie powinni przegapić.

Członkowie założyciele Teleport Magic współtworzyli i wspierali wiele różnorakich muzycznych projektów. Wojtek Dziurosz grał w grupach Loco Motive Sun i Jim Loveski; Estera Sławińska-Dziurosz w musicalach Teatru Rozrywki w Chorzowie. Na jesień tego roku zespół zapowiada debiutancki album, „Po drugiej stronie lustra”.

O ile EP-ka ”Deep Blue”, z 2009 roku, zawierała oniryczne, zaśpiewane po angielsku piosenki to nowy album wypełnią tylko polskie utwory. Zwiastujący go tytułowy singel jest przestrzenną, łagodną kompozycją utrzymaną w duchu eleganckiego, refleksyjnego popu.

Nagrania zostały zrealizowane w Red House Studio we współpracy z Piotrem Mędrzakiem (Urszula, Reni Jusis, Beata Bednarz), tam także zrobiono miksy; mastering został wykonany przez Jarosława Toifla ze studia MAQ Records.

Obecnie, obok państwa Dziurosz, Teleportowców tworzą: gitarzysta Paweł Krasowiecki, perkusista Wojtek Seifert oraz basista Tomek Michalik.

Płyta nagrywana była jednak w nieco innym składzie – Estera (wokale, piano), Wojciech (gitary, instrumenty klawiszowe, teksty), Grzegorz Szlęk (gitary), Sebastian Ziomek (perkusja, teksty) oraz Wojciech Zieliński (gitara basowa).

Z przymrużeniem oka

Sierpień 30, 2013 | Brak komentarzy | Pop, Rock

„Z tej larwy motyla nie będzie” to tytuł pierwszej oficjalnej płyty „jednego z najciekawszych polskich zespołów rockowych młodego pokolenia” – jak lubią być określani – kwintetu Bongo Jerusalem.

”Muzyka Bongo Jerusalem, to żywiołowość, spontaniczność, energia kipiąca jak wulkan od wykonawców oraz, przede wszystkim, niczym nieograniczona definicja dobrej zabawy” – napisał w materiałach prasowych promotor formacji.

Widziałem grupę kilka razy na żywo i powyższe potwierdzam. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że wykonuje muzykę sytuującą się gdzieś pomiędzy melodyjnym indie rockiem, a pop punkiem.

Chrzanowska ekipa ma na koncie cztery single (”Supermen”, ”Ot tak”, ”Biba”, ”Mniej bardziej”), jedną EP-kę, ”Biba EP”, oraz okraszone sukcesami występy na licznych przeglądach i festiwalach. 1 września do swojego muzycznego CV dopisze płytowy debiut.

Album zatytułowany przewrotnie (przynajmniej taką nadzieję żywią sami zainteresowani) ”Z tej larwy motyla nie będzie” pilotuje singel ”Leszek”.


”Dawno temu własnymi siłami i chęciami, przy pomocy pożyczonej kamery, zrobiliśmy amatorskie wideo do ‘Leszka’” – informuje zespół – ”Może nie jest to superprodukcja, ale mamy nadzieję, że wywoła uśmiech na twarzy nie jednego słuchacza, gdyż w pełni oddaje charakter naszego zespołu, traktującego rzeczywistość nieco z przymrużeniem oka”.

Podejście nr 2

Sierpień 12, 2013 | Brak komentarzy | Pop, Rock

Już bez Ady Szulc, która po indywidualnym sukcesie w programie „X Factor” postawiła na solową karierę, za to z Anitą Wojciechowską i nowymi siłami grupa Chilitoy przystąpiła do realizacji debiutanckiej płyty.

Jej pierwszym zwiastunem został singel ”Room no. 2”, do którego powstał teledysk. Piosenka – jak zapewnia promotor – rzuca nieco odmienne światło na dotychczasowy dorobek chrzanowskiej formacji.

Moim zdaniem do jakiejś znaczącej rewolucji nie doszło – najbardziej słyszalną zmianą jest po prostu inny wokal. Nie znam jednak całości materiału pozwolę sobie więc zacytować notatkę prasową.

”Muzyka zespołu Chilitoy utrzymana jest w klimacie poprockowym, dopełnionym nowoczesnym, elektronicznym brzmieniem. Materiał zawarty na debiutanckim krążku oddaje charakter grupy, a tematyka prezentowanych kompozycji porusza tematy bardzo aktualne dla każdego odbiorcy – zachwianie wartości, poczucie zagubienia w nowoczesnym, zdigitalizowanym świecie”.

”Chilitoy stworzyło płytę szczególną dla siebie, będącą pierwszym zbiorem przemyśleń twórców związanych z codziennością. Album nie posiada tytułu, co jest celowym zabiegiem. Wybór konkretnego narzucałby ramy, w których należałoby rozpatrywać płytę” – napisał promotor.

Album pojawi się na rynku jeszcze we wrześniu bieżącego roku.

O talencie tego nastoletniego chłopaka z uznaniem, a nawet zachwytem wypowiadały się takie postaci jak, Katarzyna Nosowska, Marek Niedźwiecki czy Artur Orzech. Wcale im się nie dziwię!

Fismoll (ma skandynawskie korzenie) to uczeń słynnej mistrzowskiej Szkoły Talentów w Poznaniu. Jego pseudonim pochodzi jeszcze z dzieciństwa. Jako 7-latek często nucił sobie coś pod nosem. Jego ojciec, skrzypek ze znakomitym słuchem, zauważył, że syn zawsze śpiewał w tonacji fis-moll. Gdy muzyk dorósł, dobre skojarzenia zaowocowały szyldem Fismoll, który jest dla niego symbolem najczystszej, najbardziej naturalnej muzyki, a taką właśnie stara się tworzyć. Od razu zaznaczę – z powodzeniem.

19-letni dziś artysta wydał właśnie swoją pierwszą długogrająca płytę. Album zatytułowany „At Glade” został nagrany w warszawskim studiu Sound Tropez, pod okiem producenta Roberta Amiriana. Masteringiem zajęła się Mandy Parnell, znana ze współpracy z takimi artystami, jak Bjork, Sigur Ros, Depeche Mode, Roisin Murphy, PJ Harvey czy Nick Cave.

To nie jedyne duże nazwiska i szyldy, które wokół młodego muzyka się pojawiają. Fismolla często porównuje się do takich wykonawców, jak Bon Iver, Olafur Arnalds czy wspomniana już grupa Sigur Ros. I temu także się nie dziwię.

Muzyka, która znalazła się na „At Glade” to nie jest miałki indie pop z list przebojów, ani podążające za modą alternatywno-folkowe, akustyczne granie. Choć sytuuje się gdzieś na styku takich stylistyk, jest jednak osobna, bardzo autorska. Charakteryzuje się niebywałą wręcz delikatnością i niezwykłym urokiem. Album na pewno wymaga skupienia i wielokrotnego przesłuchania, ale za każdym razem cieszy z odkrywania nowych elementów i intryguje. W dodatku całość jest niezwykle dojrzała, zwłaszcza, jak na wiek twórcy. Tutaj się dziwię.

Ps. Albumu Fismolla, w całości, możecie posłuchać tu.

W sklepach pojawił się dziewiąty album Mudhoney, „Vanishing Point”… Ale ja nie o nim. Amerykanie 28 maja br. zawitają do Polski, a ich występ poprzedzi koncert Destructive Daisy. I to właśnie tego, babskiego kwartetu z Gdyni, dotyczy dzisiejszy wpis.

W skład Destructive Daisy wchodzą: wokalistka Audri Roos, gitarzystka Magda Dams, basistka Kleo Malinowska oraz perkusistka Ada Dobrowolska. Dziewczyny współpracują od 2011 roku, w zeszłym ukazała się ich pierwsza EP-ka.

Formacja nie należy do żadnej wytwórni, nakład debiutanckiego wydawnictwa, zatytułowanego – jak na pierwszy materiał przystało – ”Destructive Daisy”, finansowany był z jej własnych środków.

Trudno się dziwić że gdyński kwartet załapał się na support legendy Seattle Sound. Twórczość Destructive Daisy to przede wszystkim grunge, choć słychać w niej także nieco żywiołowego, garażowego punk rocka (to ukłon w stronę kapel zaliczanych do ruchu Riot Grrrl). Inspiracje te są nieraz zbyt oczywiste, ale przecież trudno w stylistyce prostego łupania o jakieś nowatorstwo. Najważniejsze, że grupie udało się zachować bezpretensjonalność, charakter i energię. Co powinno zaprocentować zwłaszcza w graniu na żywo.

Dziewczyny przyznają, że zabiegają o rozpoznawalność, by móc jak najwięcej koncertować. Mudhoney, choć sam nigdy nie stał się szczególnie modny, wielu kapelom utorował drogę do sławy. Występ obok Amerykanów to na pewno szansa dla Destructive by zaistnieć w świadomości rodzimych fanów brudnego brzmienia spod znaku Sub Pop i flanelowych koszul. Moim zdaniem, powinni być zainteresowani.

”Zespół Mouga najzwyczajniej w świecie skończył działalność. Na jego miejsce powołaliśmy nowy band, The Sin Company” – takiej treści wiadomość znalazłem kilka dni temu w mojej mailowej skrzynce. Poważnie zaniepokojony, niezwłocznie zapytałem u jej źródła w czym rzecz.

Oto odpowiedź Stepola, perkusisty obu projektów:

”No, trochę się pozmieniało. Zaczęliśmy grać w trójkę, a nowy materiał był bardziej rockowy niż metalowy. Postanowiliśmy, że wydamy to pod nowym szyldem, The Sin Company. Mouga wydała swoją płytę już 4-lata temu i nie oszukujmy się, ale nikt nie czeka na nowe wydawnictwo. Myślę, że teraz jest ciekawiej. Zresetowani, ale ciekawsi :D”.

Z tym, że nikt na nową Mougę nie czeka to bym polemizował, najważniejsze jednak że po jej rozwiązaniu większa część ekipy podjęła kolejne wyzwanie. Obok Stepola, czyli Sebastiana Brzuszczaka, The Sin Company tworzą Mateusz ”Konyu” Konieczny (wokal, gitara) i Marcin ”Dywan” Misdzioł (bas).

Panowie zakończyli już pracę nad debiutanckim EP, choć jeszcze nie pojawiło się na rynku. Wiadomo, że nagrania produkował Jarek Toifl współpracujący m.in z zespołami Big Cyc, Piersi i Starguard. Dostępny jest też teledysk pilotujący wydawnictwo – obrazuje utwór „Wanted! Dead Or Alive”, a został zrealizowany przez gliwicką ekipę z Garage Made Video.

”Styl The Sin Company jest wypadkową świeżego, energetycznego rocka i oryginalnych brzmień spod znaku alternatywy” – reklamuje się The Sin Company.

Na razie wszystko się zgadza. Czy będziemy ubolewać nad końcem Mougi okaże się jednak po publikacji większej partii materiału.

W sieci pojawił się utwór „The Calling” pochodzącej z południa Polski formacji Soundscape. Kompozycja wraz z teledyskiem zapowiada debiutancką płytę zespołu.

Początki Soundscape datują się na 2008 rock, kiedy to pomysłodawca, główny kompozytor i gitarzysta Krzysiek Siryk (Sacrum, ex-Ciryam) postanowił powołać do życia własny muzyczny projekt oscylujący w rejonach rock-metal-progressive. Muzyk do składu zaprosił: Krzysztofa Dybasia (wokal), Tomasza Marmolę (bas), Łukasza Wełnę (gitara) i Mariusza Bieniasza (instrumenty perkusyjne).

Zespół nie ujawnił jeszcze szczegółów pierwszego wydawnictwa, wiadomo, że będzie zatytułowane ”Synæsthesia Deluxe”.

Polecam zapoznać się nie tyle z klipem i wersją singlową „The Calling”, co przesłuchać dostępnej na profilu zespołu jego ponad dziewięciominutowej wariacji noszącej podtytuł ”Advanced Mix”.

Rozpoczynający się jazzowym intro, a złożony z wielu elementów charakterystycznych dla różnych (w tym niemetalowych) muzycznych stylistyk utwór pokazuje umiejętności kompozycyjne zespołu i zwiastuje bardzo intrygujący, eklektyczny album.

Prezentując w poprzednim wpisie sylwetkę instrumentalnego duetu Without Percent nie przypuszczałem, że tak szybko będę tu polecał kolejny skład bez wokalisty w swoich szeregach. Pojawiła się jednak ważna okazja – znakomicie zapowiadający się, olsztyński kwintet Fade Out zaprezentował nowy klip i anonsuje oficjalny debiut.

Fade Out istnieje od lutego 2009 roku. Na koncie ma nagraną w domowych warunkach płytę demo „No Movie Soundtrack”, ten sam materiał zarejestrowany w wersji akustycznej oraz sporo wyróżnień, ze zwycięstwem konkursów ”EraMusicGarden” i ”Gdańsk Dźwiga Muzę” na czele.

Formacja wykonuje muzykę z pogranicza jazzu i rocka, bazującą na folkowych melodiach. W przeciwieństwie do Without Percent nie stawia na czystość brzmienia, a często zabarwia je punkowym brudem. Co wcale nie znaczy, że jej twórczość jest mniej wyrafinowana niż kompozycje krakowskiego duetu. Olsztynianie stawiają po prostu na inny rodzaj emocji – spontaniczność i żywiołowość. Najlepszym tego dowodem jest fakt, że zapowiadana debiutancka płyta nagrana została „na setkę”.

Materiał zarejestrowano pod okiem Macieja Cybulskiego w RecPublica Studio, miks i mastering wykonał Marek Szwarc. Premiera wydawnictwa, które nosić będzie tytuł „Drunk Elephant”, planowana jest na początek lata.

Oto klip do tytułowego numeru:

Obecny skład grupy tworzą: Michał Baranowski – skrzypce, Kuba Staniak – instrumenty klawiszowe, Dawid Rakowski – gitara elektryczna, Kuba Kamiński – gitara basowa i Andrzej Postek – perkusja.

Ps. Jakiś czas temu przedstawiałem tutaj grupę Romantycy Lekkich Obyczajów, pamiętacie? Połowę tego prześmiewczo-refleksyjnego duetu stanowi Adam Miller. Adam grał kiedyś w Fade Out na basie.