Wpisy otagowane jako ‘ Must Be The Music ’

Utworem ”Sarajevo” The Stylacja próbowała namieszać w V edycji programu ”Must Be The Music”. Teraz wraca z nową, równie pokręconą piosenką zatytułowaną ”Typ”.

Początki The Stylacji sięgają 2002 roku, jednak na dobre zespół rozkręcił się osiem lat później. Obecnie tworzy go ośmiu zwariowanych typów: Sebastian Klim – gitara basowa, Robert Zinabold (Bercik) – saksofon, Piotrek Patolski (Patol) – perkusja, Piotr Zawada (Dajmos) – puzon, Piotr Wojtczak – trąbka, Jan Jarmuż (Jarmusch) – instrumenty klawiszowe, Artur Sawicki (Grochu) – gitara oraz Jakub Henryk Michalski – wokal, waltornia, główny prowodyr i lider.

Twórczość łódzkiej formacji to energiczne kompozycje ska z charakterystyczną, nierzadko humorystyczną warstwą tekstową.

”Charakter muzyki i specyfika brzmienia skłania ku wnioskom, iż muzycy zawiązali zespół w przerwie między poszczególnymi badaniami w zakładzie psychiatrycznym” – tak członkowie The Stylacji opisują swoje szalone muzyczne pomysły.

Zespół od czasu występu w polsatowskim show ostro koncertuje; w tym roku wystąpił m. in. na Przystanku Woodstock (aktualnie walczy w Plebiscycie Złotego Bączka – konkursie na najlepszą kapelę imprezy, w kategorii Mała Scena), Ostróda Reggae Festival i ukraińskiej Fort-Missi.

Singel ”Typ” został zarejestrowany w ramach „Ekspresowej Sesji Nagraniowej” Radia Łódź. Obecnie grupa pracuje nad ilustrującym go teledyskiem.

The Rookles jako pierwsi zgarnęli komplet głosów na ”tak” podczas piątej edycji ”Must Be The Music”. Kwartet z Otwocka zaprezentował w programie własny utwór „I Follow You Girl”, za sprawą którego – jak podkreślali komentatorzy – przywołał ducha wczesnych lat 60.

The Rookles tworzą Hubert Gawroński – gitara, wokal; Piotrek Szczegielniak – gitara, wokal; Maciek Samul – bas, wokal i Kamil Sędek – perkusja, klawisze.

Formacja nie ma na koncie jeszcze oficjalnego wydawnictwa, za to odniosła już sporo sukcesów. Jest m. in. finalistą przeglądów muzycznych Seven Festival w Węgorzewie, Pepsi Rock Battlefield 2012 i T-Mobile Zrób Głośniej.

Z tym duchem to nie ściema. To, co rzuca się w uszy (i oczy), gdy na scenie pojawiają się The Rookles, to urokliwe melodie zbudowane na harmoniach wokalnych („Wreszcie band, którego członkowie potrafią śpiewać chórki, robicie to znakomicie” – zachwycał się Adam Sztaba, juror ”MBTM”) z fajnym, rockowym brzmieniem oraz naturalna radość z gry – cechy, za które świat tak mocno pokochał debiutujących w latach 60. artystów.

Przy czym nawiązania do twórczość tuzów wczesnego rocka wcale nie skutkują ślepym, pozbawionym autorskiego pierwiastka naśladownictwem. The Rookles to skręcają w kierunku britpopu – wygładzając brzmienie, to brudzą je jazgotliwym, charakterystycznym dla współczesnych indie-rockowych kapel hałasem.

Nie ulega jednak wątpliwość, że twórczość kwartetu to przede wszystkim zgrabne, zagrane z duża wprawą i swobodą, wpadające w ucho piosenki. Czy trzeba czegoś więcej? Wydaje się, że nawet zwycięstwo w „MBTM” nie jest grupie do promocji niezbędne. Tak czy inaczej będzie o niej głośno!

Dla tych, którzy śledzą telewizyjne talent shows Hania Hołek nie jest nowym zjawiskiem. Wokalistka wystąpiła w „Bitwie na głosy” (drużyna Haliny Mlynkovej) i „Must Be The Music” (z grupą Hanka!!!). Dla reszty mam dobrą wiadomość – szykuje się debiut artystki uosabiającej nadzieję na dobry, profesjonalny pop.

Pierwszym zwiastunem płyty Hani był singel ”Ta noc”. Wokalistka wraz z grupą Hanka!!! wykonała go już w półfinale „Must Be The Music”. Teraz światło dzienne ujrzał nakręcony do niego klip.

Jurorzy zachwycali się barwą i siłą głosu, fani energią piosenkarki. Solowo wykonana produkcja jest nieco stonowana, ale wspomniane atuty są jak najbardziej zauważalne.

Niektórzy powiedzą, że ”Ta noc” to komercyjny produkt. Inni, że pop wysokiego sortu. Obie opinie są uprawnione i wcale się nie wykluczają.

Sama zainteresowana potwierdziła w jednym z wywiadów, że przywiązuje dużą wagę do poziomu wykonawczego. ”Potrafię zmieniać piosenkę nieskończoną ilość razy. W kwestiach muzycznych jestem trudna i bezkompromisowa” – mówiła.

Nie miałbym nic przeciw temu by Hania dołączyła do grona wokalistek podążających szlakiem wyznaczonym przez wykonawców z tzw. kręgu piosenki popularnej, ale niegłupiej.

Poczekajmy jednak na pełny album. Data premiery nie jest jeszcze znana. Wiadomo tylko, że wokalistka pracuje nad nim z producentem Arkiem Koperą (współpracował z m.in. chórem gospel Sound’n’Grace, raperem MC Silkiem i zespołem Dziewczyny), prywatnie partnerem życiowym.

Początek nowego roku kalendarzowego to czas tworzenia podsumowań i bilansów. Zanim i ja zabiorę się za nie, rzutem na taśmę przedstawiam wam grupę Innkai, która w samej końcówce minionego roku udostępniła swój materiał demo.

Muzyka grana przez ekipę z Kielc to dość rzadka mieszanka grunge’u, punku i folku, którą na upartego można by postawić obok dokonań Kanadyjczyków z The Dreadnoughts czy naszego rodzimego Ankh.

Zespoł ciągle ewoluuje. Podstawę jego składu stanowi kwartet: Roch Dobrowolski – wiolonczela; Tomasz Wzorek – gitary; Piotr Golemiec – gitara basowa, wiolonczela i Łukasz Fiałkowski – instrumenty perkusyjne. Jak widać – nie ma wokalu, co jest sporym wyróżnikiem wśród formacji zanurzonych w folkowej stylistyce.

Zespół zaczynał od grania na „streecie”. Odwiedził Niemcy, Austrię, Szwajcarię, Francję, Włochy, Czechy i wiele polskich miast. Rodowód ten bardzo dobrze w twórczości Innkai słychać. Koncertowe wersje utworów to żywiołowe, spontaniczne, pełne młodzieńczego wdzięku i werwy kompozycje.

Ciekaw jestem w co ten projekt się rozwinie jeśli dojdzie do pełnoprawnych studyjnych nagrań. Mam nadzieję, że przekonamy się o tym już w Nowym roku, czego sobie i Innkai życzę.

”Program typu talent show jest jak młotek. Sam w sobie nie ma żadnej mocy sprawczej. Jest tylko narzędziem, którego wykorzystanie zależy od osoby, która dostanie je do ręki” – mówił w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl Marcin Prokop.

Nie zamierzam z prowadzącym ”Mam talent” polemizować – w przytoczonej kwestii całkowicie się z nim zgadzam. Chciałem wam przypomnieć za to Ifi Ude, artystkę, która, choć nie awansowała nawet do finału ”Must Be The Music”, ma szanse na udziale w polsatowskim talent show w pełni skorzystać.

Urodzona w Nigerii 26-letnia artystka (od dziecka mieszka w Opolu; jej matka jest Polką) potrafi nie tylko znakomicie śpiewać, ale także ciekawie pisze. W dodatku sama komponuje oraz zajmuje się produkcją. Nie boi się eksperymentów, w tym zestawiania ze sobą tak odmiennych muzycznych stylistyk jakimi są słowiański i afrykański folklor, nasycając całość nowoczesną elektroniką. Do tego śpiewa w trzech językach: polskim angielskim i ibo.

Pilotujące debiutancki album single „Fala” i „My Baby Gone” niewątpliwie potwierdzają zasadność pozytywnych ocen jurorów programu.

W dalszej części rzeczonego wywiadu Prokop porównując ”Mam talent” do młotka stwierdza: ”Jeden niechcący walnie się boleśnie w palec, inny kogoś zabije, a jeszcze ktoś zbuduje za jego pomocą piękny mebel”. I wnioskuje: ”Problemem nie jest brak utalentowanych wykonawców, tylko całego zaplecza – dobrych tekściarzy, kompozytorów, menedżerów. Dlatego na razie największe szanse mają ci, którzy są w stanie kompleksowo obsłużyć sami siebie”.

Biorąc pod uwagę renomę (mierzoną zachwytami mediów oraz krytyków) i rozpoznawalność, które Ifi zyskała startem w programie, oryginalność jej singli oraz powyższą diagnozę prezentera wydaje się, że wszechstronnie utalentowana Nigeryjka ma olbrzymią szansę okazać się niezwykle sprawnym stolarzem. Co ważne, nie tracąc przy tym nic z artystycznego poziomu swoich produkcji. Oby tak się stało. Trzymam kciuki!

Obserwując zmagania uczestników programów typu talent show zastanawiam się zawsze czy kupiłbym płytę któregoś z nich. To taki mój prywatny miernik wartościujący kandydatów. Nawet, jeśli trafi się wspaniały głos prawdopodobieństwo, że autorska twórczość jego właściciela pozwoli mu zabrzmieć na choćby EP-ce firmowanej przez oficjalnego wydawcę jest niewielkie.

Najciekawiej jest w ”Must Be the Music”, który daje szansę dokładniejszego ”prześwietlenia” aspirantów – mogą proponować własne piosenki. Znamienne, że właśnie na jego scenie pojawił się Sebastian Białek aka Biały.

Trudno ukryć – rap, który proponuje 22-latek z Czechowic-Dziedzic nie ma w sobie nic nowatorskiego czy choćby nieoczywistego. Niektóre z utworów brzmią wręcz jak wprawki. Ale czy nie dla takich ludzi przeznaczone były pierwotnie te programy? Ich twórcy w zapowiedziach głosili przecież szukanie nieoszlifowanych diamentów. Brak rynku muzycznego z prawdziwego zdarzenia w Polsce zmusił wykształconych twórców, często z niemałym dorobkiem, do pokazywania się w takich konkursach, licząc, że będą trampoliną do sukcesu. My przywykliśmy do stanu rzeczy i teraz krzywimy się na naturszczyków. Ale to temat na inną historię…

Wracając do Białego: hip-hop to nie jest moja bajka, a jednak jego materiał sprawdziłem w całości i chętnie posłuchałby go z profesjonalnie nagranej i wydanej płyty. Zresztą, chyba nie tylko ja.

W Internecie Sebastian zbiera mnóstwo pozytywnych recenzji, jego strony są oblegane, od fanów polsatowskiego programu dostał rekordową ilość głosów, a na łamach ”Polityki” pochwalił go – co jest godnym odnotowania precedensem – juror konkurencyjnego show, Kuba Wojewódzki.

Dlaczego?

Jest w Białym prawda, szczerość i autentyzm. Jak komuś jest trudno w życiu to ucieka w swój świat, czasem w obłęd, czasem w używki, a czasem w sztukę. Teksty Białego świadczą o tym, że rap jest dla niego zarówno terapią, jak i orężem do walki o swoje sprawy. Wie, co chce powiedzieć i wie, po co. Ten domorosły (bo przecież nad warsztatem musi jeszcze sporo popracować) twórca przypomina czym może być i powinna być zaangażowana muzyka. A to, mimo wszystkich niedostatków, jeśli nie zachwyca – to zawsze porusza.

Siła tkwi w prostocie – tak najogólniej można podsumować kompozycje Teddy’ego Jr., które znalazły się na profilu w Muzzo.pl. Choć stanowią ciekawą próbę poszerzenia formuły klasycznego folku, trudno się nimi tak zwyczajnie, po ludzku, nie zachwycić.

Teddy Jr. to międzynarodowy projekt założony przez holenderskiego artystę, muzyka i performera, od pseudonimu którego powstał szyld całego przedsięwzięcia. Teddy odpowiada w nim za wokal i gitarę, a towarzyszy mu dość nietypowe, zważywszy na instrumentarium, trio: Jacek Treptower – odpowiedzialny za akordeon, wiolonczelista Andy Baily oraz ogarniający bębny Paweł Kowalski.

Kwartet w swojej twórczość łączy atmosferę ulicznych pieśniarzy z kręgów singer-songwriter z duchem słowiańskiego – czasem skocznego, czasem bardziej refleksyjnego folku. Wypada to efektownie, w czym pomagają: bardzo dobre teksty oraz bezpretensjonalne wykonanie. Warto podkreślić też nietypową barwę głosu Teddy’ego, który zarówno w łagodnych, jak i surowych (artysta przyznaje się do grunge’owych inspiracji) partiach brzmi równie autentycznie.

Bliżej twórczości zespołu powinni przyjrzeć się przede wszystkim fani akustycznego, gitarowego grania, choć myślę, że nie tylko oni będą 22 kwietnia podczas występu grupy w półfinale programu „Must Be The Music. Tylko muzyka” ściskać za nią kciuki. Ciężko oprzeć się urokowi tak granej muzyki.

Tydzień temu z ”Must Be The Music” odpadł zespół PodobaMiSię, wczoraj do finałowego grona nie załapali się, wykonujący własne kompozycje: Olivia Anna Livki i Heroes Get Remembered. Kolejny raz potwierdziła się maksyma inżyniera Mamonia z filmu „Rejs”, że podobają nam się tylko te piosenki, które znamy. Najbardziej lubimy je w wykonaniu dzieci.

Szukamy świeżych talentów, które odmienią polski rynek muzyczny – szumnie zapowiadają producenci polskich programów typu talent show. Szukamy oryginalnych artystów z osobowością – wtórują im jurorzy. I może rzeczywiście tak jest, tylko co z tego, skoro decydujący głos pozostawiają publiczności sprzed telewizora.

Ostatnia edycja programu ”Mam talent” przyniosła zwycięstwo 11-letniej Magdzie Welc. Nie odbieram jej talentu, ale czy wprowadzi jakiś nowy trend w nasz skostniały muzyczny światek? Szczerze wątpię. Przynajmniej nie w ciągu najbliższych paru lat.

Dzieciakom z Little Beaver (wczoraj awansowali do finału ”Must Be The Music”) też niczego nie odbieram. Wcześnie zaczynają, więc mają sporą szansę by zajść daleko. Jeżeli tylko pozwoli im się dojrzeć, znaleźć własną drogę i formę artystycznej wypowiedzi. Inaczej skończą w wieku 16 lat sprzedając swoje naciągane biografie.

Autentycznych artystów w tych programach nie brakuje, ale niestety nie jest to u telewidzów w cenie.

Program ”Must Be The Music” na szczęście pozwala na przyznanie uczestnikom programu ”dzikiej karty” przez internautów. Tu sprawa wygląda nieco inaczej. Ci, może siedzą przed komputerem, piją piwo i oglądają erotykę, ale są bardziej otwarci na nowe zjawiska. Najlepszym tego przykładem jest głosowanie na Facebooku, w którym zespół PodobaMiSię zdeklasował konkurencje.

Wygląda na to, iż Gil Scott-Heron miał racje pisząc w latach 70. poemat-piosenkę ”The Revolution Will Not Be Televised”. Telewizja jest zbyt komercyjna, a jej publiczność zbyt zachowawcza by wykreować nowe zjawiska. Internet ma tu większą szansę.

Chcieli pokazać rock’n’rolla w amerykańskim wydaniu, wyszło słabe karaoke podane z hasłem cudzie chwalicie, swego nie znacie – co dość mocno zirytowało Korę, jurorkę w programie ”Must Be The Music”. Załoga Nasty Crue się nie popisała.

Na swoim profilu w Muzzo.pl wrocławska ekipa przedstawia się tak: ”Oldschoolowy kwartet z Helldorado! Prosto z lat 80., w XXI wieku specjalnie dla Was!”. Widać jasno, że to pełna luzu paczka kumpli. Raczej prześmiewcza, niż traktująca swoje występy serio. Skąd więc aż takie kontrowersje?

– Zdecydowaliśmy się zaprezentować utwór Bon Jovi. Chcemy się cofnąć o dwadzieścia lat i zafundować Polsce to co ominęło ją z wiadomych przyczyn – anonsował występ swojej formacji wokalista J.J.

Ta niefortunna zapowiedź to pierwsza przyczyna problemów grupy. Występując przed specjalistą z danej dziedziny, nie wypada się mądrzyć, a co dopiero go obrażać . Zwłaszcza, gdy ma się do czynienia z artystą. 🙂

– Bracie, ty chyba nie znasz polskiej muzyki, jeżeli tak pieprzysz jak poparzony – zareagowała Kora. Wkurzasz mnie! – dodała.

Mniemam, że J.J.-owi chodziło o brak na polskiej scenie kapel z kręgów glam rocka i hair matalu, czyli stylistyki, którą on i jego koledzy próbują reprezentować, a nie dyskredytowanie twórczości wszystkich polskich artystów z tego okresu. Wyszło jednak, jak wyszło.

Druga z przyczyn kłopotów, to arogancja. Jasne, taka konwencja, styl, itp. Ale pewność siebie nie poparta konkretami wywołuje zazwyczaj odwrotny od zamierzonego skutek. Panowie z Nasty Crue, pomijając ekstrawaganckie ciuchy, niczego oryginalnego niestety nie zaprezentowali.

Odwaga i świadomość swojej wartości w programach tego typu popłaca, rzucanie słów na wiatr, jak widać, już nie.